Szkoła Biskupa Lefebvre – Rekolekcje adwentowe – Tydzień IV – Ks. John Jenkins.

Aktualizacja: 2016-12-20 9:46 am

Mówiliśmy już o trzech cnotach kardynalnych, tworzących niejako fundament dla cnót wyższych, nad którymi się obecnie zatrzymamy. Widzieliśmy, że istnieją dwie cnoty odnoszące się do poskramiania naszych namiętności, tego co nazywamy pożądliwościami, popędliwościami, dotyczące przyjemności oraz gniewu. Owe dwie cnoty są jak gdyby dwoma kolumnami naszego osobistego uświęcenia. Gdy nasza dusza znajduje się w stanie łaski, jest świątynią Ducha Świętego. Podobnie jednak jak każdy inny dom, musi być skonstruowana w sposób zapewniający swym gościom stosowne wygody. Dzięki cnotom ozdabiamy, czy raczej rozbudowujemy dom, jakim jest nasza dusza, by mógł zamieszkać w nim Duch Święty.

Najpierw muszą powstać fundamenty i podłoga. Odpowiadają one cnotom wstrzemięźliwości oraz męstwa, dotyczącym najbardziej ziemskich sfer naszego życia, naszego temperamentu i namiętności. Dom nie może być stabilny, jeśli nie spoczywa na solidnym podłożu, co oznacza że nasze namiętności muszą być rządzone przez rozum, a nie jedynie przez emocje. Fundamentem tego Domu Bożego jest cnota wstrzemięźliwości, ponieważ odnosi się ona do najbardziej ziemskich zmysłów smaku i dotyku, przyjemności zmysłowych, które muszą być uporządkowane, muszą spoczywać na skale rozumu, by mogły osiągnąć cel, dla którego Bóg nam nimi obdarzył – czyli nasze szczęście. Cnota męstwa jest jak gdyby podłogą, która pozwala ludziom chodzić i stać pomimo trudności. Niekiedy dla wypełnienia obowiązków konieczne jest opieranie się i trwanie mocno jak skała  pośród sztormu. Podłoga musi więc być twarda, dostatecznie solidna, by stojących na niej ludzi ustrzec przed upadkiem. Cnota męstwa jest niejako kręgosłupem życia moralnego, siłą woli konieczną do wytrwania.

Ścianami i drzwiami naszego gmachu duchowego będzie cnota sprawiedliwości, która jak drzwi, okna i ściany równocześnie chroni go i daje dostęp innym. Tak więc również  cnota sprawiedliwości, czyli ściany naszej duszy, dotyczy naszych relacji z bliźnimi. Święty Paweł porównuje nawet cnotę sprawiedliwości do puklerza (Ef 6,14), który chroni nasze serce przed zakusami innych. Sprawiedliwość często wydaje się surowa, odległa lub bezwzględna, taka jednak być musi w świecie pogrążonym z grzechu i błędzie. Najlepszym sposobem na ustrzeżenie się szkody jest oddawanie każdemu tego, co mu się należy, czyli praktykowanie cnoty sprawiedliwości. Owe ściany chronią  nas przed wiatrem wszelkiego błędu, mrozem braku zaufania oraz atakiem nieprzyzwoitości. Każdy budynek posiada ściany dla siebie odpowiednie: forteca będzie miała mury grubsze niż zwykły dom. Podobnie nasze dusze, w zależności od naszego powołania, będą potrzebowały ścian sprawiedliwości o grubości stosownej do naszego powołania życiowego.

Jednak nawet posiadając piwnicę, podłogę i ściany, nasz budynek nie jest jeszcze domem. Potrzebuje przede wszystkim dachu. Każdy architekt powie wam, że często właśnie dach determinuje kształt i rozplanowanie dużych nawet budynków. Na przykład katedra gotycka jest budowlą wyjątkową przez fakt, że wznosi sklepienia ku niebu, a sklepienia te muszą być wykonane z kamienia, gdyż drewniane stropy łatwo mógłby zniszczyć ogień.  Jednak ciężar wszystkich tych wznoszących się ku niebu kamiennych elementów determinuje układ wszystkich innych struktur katedry: sklepień żebrowo-krzyżowych wspierających się na wielkich kolumnach, a także dodatkowych łuków przyporowych i kolumn na zewnątrz budynku, równoważących ciężar stropu.

Podobnie jest z naszymi duszami. Obciążenie domu naszej duszy jest proporcjonalne do jej aspiracji. Kształt sklepienia naszej duszy, które w pewien sposób determinuje kształt całego budynku, zależy od naszego powołania – powołania dzieci Bożych do wiecznej szczęśliwości. Potrzeba więc innej jeszcze cnoty, przykrywającej w pewnym sensie wszystkie inne i nimi rządzącej. Cnotą tą jest roztropność.

Zaprawdę, roztropność stanowi zwieńczenie wszystkich naturalnych cnót, jest niejako cnotą, która kieruje i rządzi wszystkimi innymi. Jest to specjalna cnota zakorzeniona w naszym intelekcie, a jej przedmiotem jest nie tyle prawda, co odpowiednie działanie. Innymi słowy jest to niejako ta część naszej duszy, która kieruje nasze działania ku określonemu celowi.

Wszyscy wiemy, że powinniśmy czynić dobro a unikać zła, gdy jednak dochodzimy do konkretnych okoliczności musimy ocenić, czy nasze aktualne postępowanie doprowadzi nas do wiecznej szczęśliwości, czyli jest moralnie dobre, czy też nie doprowadzi nas do upragnionego celu.  Co więcej, musimy wcielić ten osąd w praktyce – nie zastanawiać się jedynie nad tym, ale to uczynić. Każda cnota polega na znajdywaniu słusznego środka pomiędzy dwoma ekstremami. Na przykład by być odważnym musimy unikać tchórzostwa, musimy też jednak wystrzegać się lekkomyślności. Potrzebujemy specjalnej cnoty, dzięki której będziemy w stanie precyzyjnie wybrać i zastosować właściwy środek stosowny do konkretnych okoliczności. Nie jesteśmy abstrakcyjnymi istotami poświęcającymi cały czas na myślenie o ty, co jest dobre – chcemy to dobro osiągnąć. Musimy więc wdrażać nasze idee w życie. Wszystko to rządzone jest przez cnotę roztropności, która ukierunkowuje nasze działania na cel i stosownie do tego celu dobiera środki.

W pewnym sensie nawet cnoty teologiczne wiary, nadziei i miłości rządzone są przez roztropność, gdyż wszystko, co czynimy, dokonuje się w określonym miejscu i czasie, w określonych okolicznościach, a roztropność pozwala rozsądzić, co powinniśmy uczynić w konkretnych warunkach.Rozumiemy więc, że cnota ta jest niezwykle ważna dla naszego życia moralnego i duchowego, gdyż jest ona niejako sterem, kierującym całą istotą ludzką. Musimy unikać grzechu, i to właśnie dzięki tej cnocie unikamy katastrof będących skutkiem niebezpiecznych okazji. Musimy czynić dobro, musimy więc sterować statkiem naszej duszy ku silnemu prądowi i najlepszym środkom do jego osiągnięcia. Jak widzicie, roztropność pochodzi w dużej mierze z doświadczenia – z poznawania co jest użyteczne a co nie w danych okolicznościach.

W pewnym sensie całe nasze życie duchowe polega na praktykowaniu cnoty roztropności, wdrażaniu w życie naszych idei. Wpierw musimy osiągnąć dojrzałość i dojść do używania rozumu, ale rozum ten musi osądzać również okoliczności i potencjalne konsekwencje wszystkich naszych działań. Bez cnoty roztropności, nawet posiadając wielką wiedzę, będziemy niewiele lepsi od użytecznych idiotów, wiedzących wiele na każdy temat, nie mających jednak najmniejszego pojęcia, jak to wykorzystać w praktyce. Pewien sposób mała wiedza jest rzeczą bardzo niebezpieczną, jak mówi angielski poeta Alexander Pope:

A little learning is a dangerous thing; drink deep, or taste not the Pierian spring:There shallow draughts intoxicate the brain, and drinking largely sobers us again

[An Essay on Criticism, 1709]Mała wiedza jest rzeczą niebezpieczną – a każda wiedza bez roztropności znaczy bardzo niewiele. Przyjrzyjmy się więc bliżej tej cnocie, a ponieważ tak często jej obecnie brakuje, być może łatwiej będzie zrozumieć ją rozważając wady, jakie koryguje.

Dwie główne wady przeciwne cnocie roztropności to oczywiście nieroztropność, oraz opieszałość. Nieroztropność przejawia się głównie poprzez pochopność, gdy ktoś działa bez zastanowienia, pod wpływem namiętności lub kaprysu. Jej przejawem jest też nierozwaga, gdy ktoś nie chce się nad czymś zastanowić, lub też nie bierze pod uwagę czegoś, co jest istotne dla dokonania prawidłowego osądu. Mamy też ludzi niestałych, bardzo nieroztropnych, gdyż bardzo szybko odstępują bez wystarczającego powodu od słusznego osądu, jaki poczynili. Możecie sobie pewnie wyobrazić, że nienawiść, gniew lub chciwość często popychają ludzi do nieroztropności. Opieszałość jest wadą, której skutkiem jest brak dbałości o skuteczne przeprowadzenie tego, co powinno zostać zrobione. Ktoś zdecydował, być może mądrze, jaki jest najlepszy sposób osiągnięcia danego celu, nie czyni tego jednak, lub czyni w sposób niewłaściwy.

Istnieje wiele wad wpływających destrukcyjnie na roztropność, szczególnie niszczycielskie są jednak podstępność i skłonność do oszustwa, ponieważ będące ich skutkiem czyny nie mogą być roztropne, gdyż dążą do osiągnięcia celu za pomocą nieuczciwych metod. Opieszałymi są zazwyczaj ludzie, którzy nie chcą wcielić w życie planu, na którzy sami się zdecydowali. Jest też coś, co moglibyśmy nazwać roztropnością światową, czy też doczesną – widoczna jest ona u ludzi przebiegłych, którzy mogą osiągnąć zamierzony cel, nie są jednak roztropni w ścisłym znaczeniu tego słowa, ponieważ nie są cnotliwi, jeśli posługują się niegodnymi środkami.

Jak możecie sobie wyobrazić w przypadku tak wzniosłej cnoty, dla jej doskonałości konieczne jest posiadanie wielu elementów składowych.

Po pierwsze, by być roztropnym, należy mieć w pamięci wiedzę o przeszłości. Innymi słowy, na podstawie własnych przedsięwzięć, czy też uczynków innych ludzi należy wyciągać wnioski o tym, co należy czynić, a czego unikać w danych okolicznościach. Jest to jeden z powodów, dla których poznawanie historii ma tak wielkie znaczenie. Ponieważ nie mamy w właśnym życiu jeszcze zbyt wielkiego doświadczenia, musimy przyglądać się temu, co inni czynili w przeszłości. Częstokroć przeszłość pełna jest pomyłek – i stanowi dla nas lekcję, czego powinniśmy unikać, jest też jednak również pełna tryumfów, widzimy ludzi wszystkich wieków realizujących swe cele dzięki cnocie roztropności.Analizując przeszłość dostrzegamy również znaczenie Tradycji, przejmowania nauk od tych, którzy nas poprzedzali. Z definicji osoba, która gardzi Tradycją, nie może być roztropna. Rewolucjonista jest zawsze nieroztropny, gdyż nie chce pamiętać o tym, co inni zdziałali czy zadecydowali w przeszłości, a co gorsza, gardzi samą przeszłością.

Musimy jednak nie tylko pamiętać o przeszłości, ale też posiadać prawdziwe rozumienie teraźniejszości. Musimy oceniać, czy to co czynimy tu i teraz jest właściwym sposobem postępowania, a by być do tego zdolnym, musimy potrafić osądzać to, co jest wokół nas, by dostrzec cel jego istnienia. Nie jest dobrze myśleć, że wszystko jest w porządku, tylko dlatego, że chcemy, by było w porządku. Nie możemy być jak protestanccy romantycy, którzy oscylowali od depresji do ekstazy wskutek swych poglądów na temat, jak rzeczy powinny wyglądać, musimy widzieć rzeczy takimi, jakimi są, co bardzo często różni się diametralnie od tego, jakimi być powinny. Nie chcemy też wpadać w rodzaj bizantyjskiego mesjanizmu, czy też ulegać dziwacznym przekonaniom o posiadanej misji, bez uwzględniania rzeczywistych trudności w jej realizacji. Oba te ekstrema prowadzą do katastrofalnych grzechów przeciwko roztropności, częstokroć pociągając za sobą dodatkowo zgubę innych.

A ponieważ często brakuje nam jasnego poglądu na wszystko, co nas otacza, potrzebujemy też innego jeszcze elementu składowego roztropności, który nazywamy uległością, czyli skłonnością do przyjmowania pouczeń. Gdy jesteśmy młodzi i niedoświadczeni, musimy przyjmować rady tych, którzy doświadczenie posiadają, i to właśnie nazywamy uległością. Jest to w szczególny sposób cnota uczniów, nawet po łacinie termin ten brzmi docilitas, co pochodzi od słowa docere, czyli nauczać, co oznacza, że nie można być nauczanym, nie posiadając choć  w najmniejszym stopniu cnoty uległości.

Istnieje jeszcze wiele innych elementów składowych cnoty roztropności, których omówienie zajęło by nam zbyt wiele czasu. Roztropność przychodzi z wiekiem, możecie więc sobie wyobrazić, jak długo musiałoby trwać wykład, by omówić tę cnotę w pełni. Człowiek roztropny musi działać stosownie i we właściwym momencie, podejmując decyzję szybko w sprawach które są pilne i wyczekując na odpowiedni moment w kwestiach ważniejszych. Jest to cnota zwana dalekowzrocznością lub przenikliwością, cechuje ona człowieka mądrego i rozsądnego. Istnieją inne jeszcze cnoty mające za przedmiot sam rozum, dotyczące tego jak osądzać i roztrząsać dane kwestie oraz inne cnoty pozwalające ocenić, które okoliczności są ważniejsze od innych, oraz umożliwiające dostrzeżenie przeszkód i niebezpieczeństw, których należy unikać.

Wszystkie te cnoty, integralne elementy cnoty roztropności są niejako włóknem, którego sploty tworzą ducha katolickiego, określanego często jako cnota Romanità. To właśnie różni nas od protestantów i prawosławnych, nawet na poziomie naturalnym. To właśnie naturalna cnota rzymskiej roztropności została pod wpływem cywilizacji łacińskiej przeobrażona, skorygowana i uwznioślona przez łaskę. Jedynie cywilizacja łacińska posiada właściwe rozumienie pojęcia dobra wspólnego, daje rozumienie, że postęp na drodze do celu warty jest małych ustępstw, że nie powinno się oceniać czynów ze względu na krótkotrwały efekt, ale długofalowe skutki.

Rzymianie byli świadomi znaczenia właściwej organizacji, i to nie tylko w podboju, ale i budowaniu. Rzym dał podbitym ludom tysiąckroć więcej, niż kiedykolwiek im zabrał – budując cywilizację tam, gdzie dotąd były jedynie dzikie plemiona walczące pomiędzy sobą. Dał tym ludom zdolność do samodzielnego rządzenia. Dał im to, co nazywamy roztropnością, stanowiącą niejako urodzajną glebę, na której mogło wzrastać Słowo Boże, przynosząc plon stokrotny.

Jeśli dzisiejszemu światu brakuje czegoś, to jest to zwłaszcza cnota roztropności. Roztropność wyszydzana jest często jako przejaw słabości czy nieuczciwości, twierdzi się, że potrzebujemy raczej jawnego i zdecydowanego działania niż dyplomacji i długo obmyślanych planów. Zafascynowani perspektywą natychmiastowego zysku i bogactwa przypominamy małpę, która wyciąga łapę do otworu pułapki, ale pochwyciwszy przynętę nie jest w stanie jej wciągnąć, a myśliwy łatwo może ją ogłuszyć i schwytać. Głupia i smutna sytuacja, przywodzi na myśl współczesną politykę, sterowaną przez ludzi nieroztropnych.

Chociaż w każdym prawdziwie katolickim kraju istnieje głęboko zakorzeniona świadomość wielkości Rzymu, niemniej jednak cnota Romanità została w Polsce w znacznym stopniu zapomniana. Wskutek smutnych kolei losów zapomniano, co to znaczy być imperium. Zapomniano, jak to jest posiadać kilka narodowości żyjących pod jednym rządem, na terytorium, które wielkością rywalizować mogło z Cesarstwem Rzymskim. Zapomniano, jak to jest być odpowiedzialnym nie tylko za siebie, ale też za innych, a nawet za całe chrześcijaństwo jako jego wschodnia straż. Zapomniano w pewnym sensie o konieczności posiadania cnoty roztropności. Jednak podobnie jak ognisko rozdmuchać można na nowo od tlących się jeszcze węgli, tak też przy cierpliwej i roztropnej pracy również Romanità może zapłonąć tak jasno, jak niegdyś.

Z tego właśnie powodu musimy modlić się zwłaszcza do Najświętszej Maryi Panny, która jest najroztropniejszą we wszystkich rzeczach, gdyż jeśli jest ktoś, kto prawdziwie odniósł sukces, kto osiągnął cel i zrealizował w pełni swe powołanie – jest nim właśnie Matka Boża.

A w jaki sposób mamy naśladować Najświętszą Maryję Pannę w praktykowaniu cnoty roztropności?

Moglibyśmy oczywiście przyjrzeć się wszystkim epizodom z życia Matki Bożej i dostrzec w każdym z nich Jej roztropność, prawdopodobnie jednak najwymowniejszym i najbardziej pouczającym będzie dla nas pierwszy cud zdziałany przez Zbawiciela, którym rozpoczął On swe życie publiczne a zarazem ustanowił sakrament małżeństwa. Najświętsza Maryja Panna już wówczas troszczyła się o potrzeby rodzaju ludzkiego, widziała stan, w jakim znajdował się on pozbawiony łaski Bożej. I widząc wszystkie te braki i potrzeby, nawet najbardziej materialne, mówi Ona do Syna: Nie mają już wina. Nie mają łaski. Dostrzegała ludzkie potrzeby i prosiła swego Syna, by im zaradził. Jako roztropna matka analizuje sytuację, okoliczności, wie również, do kogo musi się zwrócić o pomoc.

Odpowiedź Chrystusa nie zniechęca Jej: jeszcze nie nadeszła godzina moja. Wykazuje prawdziwą roztropność przez fakt, że nie odstępuje od dobrego zamiaru. W swej roztropności wie, że pozorna odmowa często nie jest ostatnim słowem. Dlatego odczekuje, a następnie wykazuje najwspanialszą oznakę roztropności mówiąc:

„Cokolwiek wam powie, czyńcie”

Na tym właśnie polega roztropność Matki Bożej: na czynieniu woli Zbawiciela. Jak widzieliśmy, oznaką roztropności jest pójście za radą osoby mądrej, poznanie okoliczności i potencjalnych możliwości każdej rzeczy. Jednak Bóg jest nieskończenie mądry, jest wszędzie i zna wszystko. Dlatego czynienie Jego woli w każdej chwili życia jest zawsze postępowaniem najroztropniejszym. Innymi słowy najroztropniejsze jest posłuszeństwo wezwaniu: „cokolwiek wam powie, czyńcie”.

Dlatego, drodzy przyjaciele, pamiętajmy zawsze o konieczności naśladowania Najświętszej Maryi Panny w tym, co ma największe znaczenie dla naszego życia duchowego, czyli w praktykowaniu cnoty roztropności. Święty Paweł pisze, że „wolą Bożą jest wasze uświęcenie”, czyli że uświęcamy się szybciej i w sposób najpewniejszy wówczas, gdy wykonujemy wolę Bożą. Wola Boża objawia się nam przede wszystkim poprzez obowiązki naszego stanu. Wypełnianie obowiązków stanu w możliwie najlepszy sposób jest roztropną drogą do zbawienia, a stąd również drogą najszybszą, najbezpieczniejszą i najskuteczniejszą.

Módlmy się więc do Najświętszej Maryi Panny, by mogła wypełnić nas owym pragnieniem pełnienia woli Bożej we wszystkich okolicznościach, byśmy pewnego dnia mogli razem z Nią radować się chwała nieba na wieki wieków. Amen.

Ks. John Jenkins FSSPX

Reklamy

Informacje o Polak-Ortodoks

https://gajowka.wordpress.com/
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

3 odpowiedzi na „Szkoła Biskupa Lefebvre – Rekolekcje adwentowe – Tydzień IV – Ks. John Jenkins.

  1. Rekolekcje adwentowe – Tydzień III

    Aktualizacja: 2016-12-15 9:18 am
    Podczas tej konferencji przyjrzymy się kolejnej cnocie kardynalnej, czyli cnocie sprawiedliwości.

    Cnota kardynalna jest cnotą, od której zależą lub z której wynikają inne cnoty. Słowo „cardinal” oznacza po łacinie zawias, jak zawias w drzwiach, część drzwi dzięki której trzymają się one ościeżnicy oraz otwierają i zamykają. Tak więc od omawianych już wcześniej przez nas cnót zależy lub powiązanych jest znimi wiele innych, jak to widzieliśmy w przypadku licznych cnót powiązanych z cnotą roztropności. Od cnót tych zależy również całe życie moralne człowieka, obraca się ono niejako wokół nich. Można porównać je do zawiasów, dzięki którym otwierają się przed nami bramy niebios.

    W dniu dzisiejszym mówić będziemy o cnocie tak ważnej, że utożsamiana jest ona często samym pojęciem świętości. W Ewangelii czytamy na przykład, że święty Józef był „człowiekiem sprawiedliwym” (Mt 1,19) i że sam Zbawiciel nazywany jest „Świętym i Sprawiedliwym” (Dz 3,14).

    Cnota sprawiedliwości przypomina inne cnoty w tym, że dotyczy naszych uczynków, różni się jednak od nich przez to, że odnosi się nie tyle do nas samych, co do innych. Na przykład cnota wstrzemięźliwości dotyczy tego co jemy i pijemy, cnota męstwa siły potrzebnej do przezwyciężania trudności. Jednak cnota sprawiedliwości dotyczy tego, co czynimy z innymi i dla innych, tego czy oddajemy każdemu to, co mu się należy.

    Cnota sprawiedliwości ma więc fundamentalne znaczenie dla społeczeństwa. Tworzy ona niejako sam fundament, na którym wznoszona jest cywilizacja. To ona buduje cywilizację, a żadna cywilizacja godna tego miana nie może bez niej istnieć – utrata jej jest początkiem upadku imperiów. I wśród pogan zauważyć możemy elementarny czy nawet ścisły zmysł sprawiedliwości – to właśnie Zbawiciel nazywał „ziemią żyzną”, w której ziarna Ewangelii mogą zakiełkować i przynieść plon stokrotny. Taką ziemią żyzną było Cesarstwo Rzymskie, przeznaczone przez Boga do przyjęcia Ewangelii.

    Starożytny historyk Polibiusz tak pisał o prawości rzymskich obyczajów:

    „U Greków, żeby już innych pominąć, ludzie, którzy zarządzali dochodami państwa, jeśli się im powierzy tylko talent, mimo kontroli dziesięciu dozorców, tyluż pieczęci i podwójnej liczby świadków, nie potrafią dochować rzetelności. Natomiast u Rzymian mężowie, którzy podczas swego urzędowania lub posłowania mają w swym ręku wielką sumę pieniędzy, już dla samej świętości przysięgi zostają wierni swemu obowiązkowi”.

    Podobnie pisze o różnicach pomiędzy Romanitas a obyczajami Kartagińczyków:

    „Także zwyczaje i urządzenia sprzyjające bogaceniu się lepsze są u Rzymian niż u Kartagińczyków. U tych nic nie uchodzi za sromotne, co połączone jest z zyskiem, u tamtych zaś nie ma nic szpetniejszego, jak dać się przekupić i bogacić się w niegodziwy sposób. O ile bowiem Rzymianie pochwalają uczciwy dorobek, o tyle znowu uważają za hańbę niedozwolony zysk. Dowodem na to jest, że u Kartagińczyków jawnie uprawia się przekupstwo, aby otrzymać urząd państwowy, natomiast u Rzymian grozi za to kara śmierci”.

    Sprawiedliwość jest cnotą powszechnie obecnie ignorowaną, ponieważ słowo to używane jest tak często w całkowicie błędnym sensie, że w pewien sposób zatraciło swe znaczenie. Ludzie mówią bez przerwy o walce o sprawiedliwość, o wszelkiego rodzaju prawach człowieka i innych nonsensach, tak więc by zrozumieć tę istotę tej cnoty konieczny jest powrót do podstawowego znaczenia, co jest sprawiedliwe i słuszne.

    Gdy używamy słowa „sprawiedliwy” zawsze mamy na myśli jakąś poprawność, zwłaszcza w odniesieniu do równości.. Mówimy o strojeniu fortepianu że jest „prawidłowe”, czyli że dźwięk nie jest ani za płaski, ani za przenikliwy. Mówimy o sprawiedliwej zapłacie, gdy jest ona proporcjonalna do wyświadczonej usługi. Sprawiedliwość, od którego wywodzimy słowo sprawiedliwy, zawsze odnosi się w jakiś sposób do równości, czy to względem prawa czy też pewnych standardów, czy też ogólnie w odniesieniu do osoby. Standardem czy właściwym przedmiotem sprawiedliwości jest to, co nazywamy prawem czy po łacinie „jus”, pokrewnym słowom „justitia”, oznaczającemu sprawiedliwość, oraz „justus” oznaczającemu człowieka sprawiedliwego. Cnota sprawiedliwości dotyczy zwłaszcza tego, co jest słuszne, oddawania każdemu tego, co mu się należy. Innymi słowy, sprawiedliwość reguluje nasze działania stosownie do naszych zobowiązań wobec innych.

    Ponieważ człowiek jest istotą wolną i rozumną, stworzoną na obraz Boży, człowiek może poznać i ukochać swego Stwórcę i osiągnąć wieczne szczęście. Jednak właśnie ze względu na tę naturę, na to że jest wolny, musi kierować swe władze ku właściwym im celom – gdyż człowiek nie jest kierowany przez instynkt, ale przez intelekt. A ponieważ człowiek musi samodzielnie kierować swymi władzami, w sposób naturalny rodzi się to, co nazywamy obowiązkami – człowiek musi posługiwać się swymi władzami i żyć tak, by osiągnąć wieczne szczęście. Nawet w raju Adam posiadał obowiązek zajmowania się ogrodem, by mieć co jeść. Tak więc człowiek z samej swej natury podlega różnym obowiązkom, a konsekwencje tych obowiązków możemy nazwać prawami, gdyż są one czymś należnym mu z samej jego natury.

    Możemy więc mówić o osobie posiadającej prawo do prawdy, ponieważ nikt nie może osiągnąć szczęścia bez posiadania prawdy, a tym bardziej kierować swymi własnymi czynami bez rzetelnej wiedzy o teraźniejszości. Możemy mówić o prawie do własności prywatnej, ponieważ każdy potrzebuje rzeczy takich jak pożywienie, które może należeć tylko do jednej osoby i nikogo więcej. Tylko jedna osoba może jeść dany kawałek pokarmu, a pokarm ten pochodzi z określonego kawałka ziemi, dlatego każdy człowiek posiada wrodzone prawo do posiadania tej ziemi, która niezbędna jest jemu i ludziom od niego zależnych. Zwróćmy uwagę, że prawo to wypływa z samej natury człowieka, a nie z jakiejś konstytucji czy czyichś decyzji – każdy kraj, który spróbowałby znieść własność prywatną stałby się ze swej natury niesprawiedliwy i destrukcyjny dla ludzkiej szczęśliwości.

    Zauważmy również, że ponieważ jest to coś, do czego człowiek ma prawo z samej swojej natury, możemy również mówić o prawie do obrony tego, co do kogoś należy i do odbierania tego, co zostało zabrane, nawet siłą, jeśli zaistnieje taka konieczność. Prawo nie jest jedynie jakimś abstrakcyjnym pojęciem o tym, czego miło byłoby przestrzegać, ale czymś, co dotyka samej natury rzeczy, czymś fundamentalnym dla osiągnięcia doskonałości i szczęścia, dla którego zostaliśmy stworzeni. Raz jeszcze musimy to podkreślić, zwłaszcza dziś, że prawo jest zasadniczo konsekwencją obowiązku, a nie na odwrót. Prawo nie oznacza wolności – jak to jest często w naszym niesprawiedliwym społeczeństwie, które mówi o prawach człowieka i podobnych nonsensach, oznacza raczej obowiązek do oddawania tego, co jest należne, co wypływa z samej natury rzeczy i wiąże nas to w sumieniu pod grzechem. Z tego właśnie powodu ilekroć ma miejsce naruszenie prawa istnieje konieczność kary, spłaty długu.

    Jednak owe prawa czy zobowiązania nie wypływają z samej natury istot ludzkich. Ponieważ ludzie są z natury wolni, mogą zawierać pomiędzy sobą porozumienia. W ten sposób pojawia się całkowicie nowy rodzaj praw, wywodzących się z wolnych decyzji ludzi. Te porozumienia nazywamy kontraktami, w ich ramach przedmioty czy usługi są modyfikowane lub wymieniane na coś o równej wartości. Nie są one tak fundamentalne, jak te, które wypływają z samej natury człowieka jako takiego, w jakiś sposób wypływają jednak również z jego natury jako istoty wolnej i rozumnej. Kontrakty te mogą odnosić się do czegoś związanego z naturalnym prawem do własności, lub wymiany czegoś co się posiada na coś innego. W każdej z tych rzeczy musi istnieć pewna równowartość, w przeciwnym razie nie moglibyśmy mówić o sprawiedliwości, w niektórych przypadkach jedynym przejawem tej równowartości jest fakt, że obie strony godzą się w sposób wolny na dane warunki. W takich przypadkach decyzje te pociągają za sobą zobowiązania a więc i prawa, których człowiek sprawiedliwy musi przestrzegać. Istnieją najrozmaitsze rodzaje kontraktów, w zależności od tego jaki typ usług lub przedmiotów jest wymieniany. Jak łatwo sobie możecie wyobrazić, rodzajów takich jest praktycznie nieskończona liczba i często są one bardzo skomplikowane, dlatego też ci, którzy się nimi zajmują, czyli prawnicy, biorą często za swą pracę dużo pieniędzy. Święty Alfons Liguori, który przed swym nawróceniem sam był prawnikiem, zdając sobie sprawę z trudności określenia co jest sprawiedliwe oraz problemów w nakłonieniu ludzi do wywiązania się z podjętych zobowiązań, powiedział kiedyś ze smutkiem, że prawnikom bardzo trudno jest osiągnąć zbawienie. Jednak to właśnie cnota sprawiedliwości sprawia, że kontrakty te stają się możliwe, a nawet umożliwia istnienie społeczeństwa jako takiego, bez niej żadna społeczność ludzka nigdy nie byłaby w stanie osiągnąć właściwej sobie szczęśliwości.

    Istoty ludzkie nie są jedynie jednostkami i działają nie tylko jako jednostki, tworzą też wspólnotę, którą nazywamy społeczeństwem lub państwem. Dlatego społeczeństwo, czy raczej władza nim rządząca, może wprowadzać pewne rozporządzenia regulujące działalność swych członków. Te regulacje, które nazywamy często prawa aktami legislacyjnymi, tworzą zobowiązania, a więc i prawa, na inny jednak sposób, są bowiem rozporządzeniami, które muszą być przestrzegane ze względu na dobro wspólne społeczności. Całe społeczeństwo musi dążyć do doskonałości, którą w jego przypadku jest praca na rzecz wspólnego celu, czyli osiągnięcie wiecznej szczęśliwości możliwie największej liczby jego członków. Różni członkowie społeczności będą musieli współpracować, dlatego też będą istniały prawa dotyczące różnych relacji pomiędzy ludźmi i tego czym się oni zajmują. Zauważmy, że w żadnym przypadku prawo nie może być sprzeczne z samą naturą człowieka ani z prawem Bożym – w takim przypadku nie powstaje zobowiązanie do przestrzegania go czy posłuszeństwa, a w sumieniu musimy nawet opierać się takim niesprawiedliwym prawom. Wiele praw istniejących w sprawiedliwym państwie jest jednak wiążących przez fakt, że ukierunkowane są one na wspólne dobro, musimy więc ze względu na sprawiedliwość być im posłuszni. Są jednak również inne prawa rządzące postępowaniem ludzi, które nie pozostają w bezpośrednim związku z dobrem wspólnym rodzaju ludzkiego, a regulują jedynie stosunki pomiędzy nimi – są one obowiązujące w takiej mierze w jakiej są pożyteczne, stosownie do celu samego prawa.

    Cnota sprawiedliwości dotyczy naszych relacji z innymi, oddawania im tego, co jesteśmy im winni, i obejmuje to również obowiązki względem Boga. Dlatego właśnie cnota religijności jest elementem składowym cnoty sprawiedliwości, to właśnie ona zbliża ludzi do Boga i czyni ich świętymi.

    Jest to jeden z powodów, dla których człowiek sprawiedliwy jest równocześnie człowiekiem świętobliwym, wypełnia on bowiem swoje obowiązki względem Boga. Trzeba zawsze pamiętać, że dokładne wypełnianie naszych religijnych obowiązków jest nie tylko nakazem miłości, ale też sprawiedliwości. Bóg dał nam wszystko, co posiadamy, jesteśmy Mu więc winni wdzięczność. Bóg jest ze swej natury doskonały, jesteśmy Mu więc winni uwielbienie. Wszystkie rzeczy pochodzą od Boga, musimy więc prosić Go o to, co jest dla nas niezbędne. My jednak obrażamy Boga naszymi grzechami, zaciągając wobec Jego sprawiedliwości dług, który musimy spłacić przez nasze dobre uczynki i ofiary.

    Z cnotą sprawiedliwości powiązanych jest wiele innych cnót.

    Sam święty Tomasz poświęcił znaczną część swej Summy właśnie sprawiedliwości, w istocie więcej niż wszystkim innym cnotom razem wziętym. Istnieje wiele cnót, które powiązane są z cnotą sprawiedliwości, ze sprawiedliwą wymianą, ze sprawiedliwością prawną i rozdzielczą etc.

    Istnieje pewien element składowy cnoty sprawiedliwości, którego właściwe zrozumienie jest dla nas szczególnie ważne, ponieważ często jest on lekceważony lub rozumiany błędnie – mam tu na myśli cnotę pobożności.

    Mówiliśmy już o tym, jak wszystkie prawa wypływają z samej natury człowieka, o tym, jak został on stworzony przez Boga. W księdze Genesis czytamy jak Bóg stworzył wszystkie rzeczy, o tym jak stworzył je z niczego. Jednak pierwszy człowiek nie został stworzony z niczego, ale z „mułu ziemi” (Gen 2,7). Tak więc od samego początku ludzkość posiada dług wobec ziemi z której pochodzi, wobec prochu, z którego została stworzona. Człowiek musi więc kochać swój kraj i miłość ta jest tak wielka, że nawet po grzechu musi on powrócić do prochu, z którego został uczyniony: „gdyż prochu postałeś i w proch się obrócisz” (Gen 3,19).

    Ojczyzna, drodzy wierni, wasza ojczyzna, nie jest jedynie pojęciem abstrakcyjnym, rodzajem systemu politycznego czy konstytucją. Jest przede wszystkim ziemią z której pochodzicie, gdzie urodziliście się i dorastaliście, której powietrzem oddychaliście i po której chodziliście. Ta ziemia, ten muł ziemi, z którego zostaliście wzięci, dawał wam swe owoce i umożliwił życie oraz wzrost. „Żaden człowiek nie ma w nienawiści swego ciała, ale raczej kocha je i pielęgnuje” (Ef 5,29) pisze święty Paweł, a wasze ciało zostało wzięte z tego właśnie kawałka ziemi, gdzie przyszliście na świat i gdzie dorastaliście. Ojczyzna jest niejako częścią człowieka, częścią której ze względu na sprawiedliwość winni jesteście miłość i szacunek.

    Ten szczególny dług, który każdy z nas zaciąga od chwili swych narodzin, jest podstawą obowiązku miłości wobec własnego kraju, a cnotą, dzięki której dług ten spłacamy, jest pobożność. Tak jak winni jesteśmy szacunek swym rodzicom i krewnym ze względu na więzi krwi, podobnie obowiązki mamy również względem kraju, w którym się urodziliśmy, wychowywali i dorastali. A obowiązek ten realizujemy poprzez staranie, by kraj ten był szanowany, bezpieczny i dostatni, podobnie jak szanujemy swe własne ciało. Łaska, którą otrzymujemy, wzmacnia jedynie szacunek, jaki winni jesteśmy swemu ciału, gdyż staje się ono świątynią Ducha Świętego – podobnie łaska wiary wzmaga nasze zobowiązania do miłości kraju ojczystego, by również on przynosił owoce w życiu łaski.

    Ta miłość do własnego kraju jest czymś pierwotnym i poprzedzającym powstanie jakichkolwiek społeczności, dlatego jest całkowicie niezależna od wszelkich systemów rządu czy konstytucji. Pierwszym obowiązkiem rządu jest rozwijanie miłości do ojczystego kraju poprzez przyczynianie się do dobra wspólnego. Niestety często zdarza się, zwłaszcza w naszych czasach, że rząd czy też konstytucja mogą szkodzić dobru wspólnemu, i rzeczywiście rząd demokratyczny nie jest w stanie zapewnić dobra wspólnego, odwodzi raczej od niego. Jednak zobowiązanie wobec naszego kraju nie jest wynikiem kontraktów między ludźmi, ale wypływa z samego pochodzenia naszej istoty. Obowiązek miłości ojczyzny istnieje bez względu na nieudolność, z jaką wielu ludzi usiłuje ją głosić.

    Dlatego macie obowiązek studiować waszą historię, wasze obyczaje, wasz język, waszą kulturę, w skrócie wszystko, co czyni was tym, kim jesteście. Odbywacie tę formację właśnie po to, by któregoś dnia spłacić ów dług wdzięczności, by realizować wspólne dobro tego narodu. Dług ten oznaczać może nawet konieczność oddania swego życia za ziemię, która dała życie wam. Mogą pojawić się okoliczności powodujące, że nie będziecie mieszkali w kraju swego pochodzenia, wasze życie lub powołanie może zaprowadzić was daleko od ojczyzny, dług ten jednak zawsze pozostanie i będziecie zobowiązani pamiętać w modlitwach i ofiarach o jej pomyślności.

    Umiłowanie kraju naszego pochodzenia nie może nas prowadzić do pogardzania innymi narodami, nie może też stanowić usprawiedliwienia do naruszania ich praw. Wasz kraj posiada wartość niezależnie od tego, co inne narody mogłyby osiągnąć czy posiadać, a nasze umiłowanie ojczyzny nie jest w jakiś sposób relatywne do innych, nie powinniśmy też być wobec innych zazdrośni. Opieranie własnego uczucia na wrogości wobec innych byłoby oznaką słabości naszej miłości. Mamy kochać swych bliźnich rozumianych nie tylko jako ludzi żyjących w tym samym kraju, ale też ludzi innych narodów, czego przykład dal sam Zbawiciel w przypowieści o dobrym Samarytaninie.

    Tak więc, drodzy wierni, musimy zawsze prosić Zbawiciela o głęboką miłość do ojczystego kraju, będącą niczym innym jak umiłowaniem dobra wspólnego.

    Nawet sam Zbawiciel przyszedł wpierw do swego własnego narodu, a dopiero później – za pośrednictwem Apostołów – do innych ludów. Tak więc ta gorliwość dla Boga, dla łaski Bożej, częstokroć objawia się wpierw w umiłowaniu dobra wspólnego – i jak wszystkie cnoty musi ona być prawdziwa, musi być szczera, musi być sprawiedliwa. Prośmy więc o tę pobożność, tę sprawiedliwość, która będzie chwałą naszych dusz przez całą wieczność.

    To właśnie w ten sposób naśladować możemy cnotę pobożności Najświętszej Maryi Panny. Ojczyzna składa się w pierwszym rzędzie z rodzin, a cnotę pobożności w życiu Matki Bożej widzimy przede wszystkim w spłacaniu przez Nią długu względem własnej rodziny. Natychmiast po Zwiastowaniu nie myśli Ona jedynie o sobie czy o chwale tajemnicy, jaka się w Niej właśnie dokonała. Myśli o innych, o swej kuzynce Elżbiecie, która już wkrótce ma porodzić dziecko. Dostrzega dobro wspólne swej rodziny, swej dalszej rodziny, w potrzebach swej kuzynki. Pomyślcie o cierpieniach, jakie są niekiedy udziałem przyszłych matek – o porannych mdłościach, nagłych zasłabnięciach ze względu na konieczność zapewnienia substancji odżywczych nowemu życiu, zmianach hormonalnych, niepokojach na myśl o zbliżających się obowiązkach – a jednak Najświętsza Maryja Panna udaje się w daleką podróż, by odwiedzić swą kuzynkę, która znajduje się w ostatnich miesiącach ciąży. Cnota sprawiedliwości wyraża się zwłaszcza w spłacaniu zobowiązań wobec własnej rodziny – a u Niepokalanej widzimy gotowość do czynienia wszystkiego, co tylko leżało w Jej mocy, dla dobra rodziny, nawet tych jej członków, z którymi łączyło Ją dalekie pokrewieństwo.

    To umiłowanie przez Maryję dobra wspólnego było jednym z powodów, dla których wybrana została Ona na Matkę Boga. Jako Matka Boga troszczy się Ona o dobro wspólne całego świata, o dobro wspólne całego rodzaju ludzkiego. Nosi w swym łonie Sprawiedliwego i Świętego, by również inni mogli dostąpić usprawiedliwienia za sprawą Jej Syna.

    To usposobienie do umiłowania dobra wspólnego, do kochania całej rodziny, ma zasadnicze znaczenie dla naszego życia duchowego oraz dla cywilizacji chrześcijańskiej. Sprawiedliwość dotyczy wielu rzeczy, właściwie do całej sfery naszych relacji z innymi ludźmi. Jest to więc cnota najbardziej niezbędna do prawidłowego funkcjonowania społeczeństwa. Gdy ludzie są niesprawiedliwi, gdy zaczynają kłamać, oszukiwać i kraść, nie tylko deprawują przez to własne dusze, ale też wyrządzają krzywdę innym. Grzechy przeciwko sprawiedliwości są grzechami wołającymi o pomstę do Nieba, gdyż Bóg odpłaci za nie w sposób najsprawiedliwszy, nawet jeśli nie uczynią tego ludzie.

    Dlatego, drodzy wierni, wykorzystajmy ten czas Adwentu zwłaszcza na praktykowanie cnoty sprawiedliwości. Przypominajmy sobie o zobowiązaniach, jakie możemy mieć względem naszych bliźnich, o wszelkich krzywdach, jakie być może wyrządziliśmy ich dobremu imieniu, o kłamstwach, które wymagają sprostowania. Właśnie czas Adwentu powinien być wykorzystywany na odbudowę relacji między ludźmi, ponieważ łaska Zbawiciela nie może przyjść do tych, którzy są niesprawiedliwi lub korzystają z owoców własnej niegodziwości. Pan Jezus przyjdzie przynieść pokój ludziom dobrej woli, niesprawiedliwi jednak pozbawieni są dobrej woli, gdyż nie oddają każdemu tego, co się mu należy. Nie ma pokoju dla złych i niesprawiedliwych – mówi Pismo Święte.

    Módlmy się więc o tę cnotę do Najświętszej Maryi Panny. W Litanii Loretańskiej zwracamy się do Niej jako do „Zwierciadła Sprawiedliwości”, ponieważ w swym życiu oraz postępowaniu odzwierciedla Ona sprawiedliwość Bożą. Jeśli będziemy Ją naśladować, stanie się to również udziałem naszych dusz, i będziemy mogli radować się na wieki nagrodą obiecaną sprawiedliwym. Amen

    ks. John Jenkins FSSPX

    Za: Scriptorium – z blogosfery Tradycji katolickiej (15/12/2016)

    Rekolekcje adwentowe – Tydzień I
    Rekolekcje adwentowe – Tydzień II

  2. Rekolekcje adwentowe – Tydzień II

    Aktualizacja: 2016-12-11 9:15 am
    Podczas ostatniej konferencji mówiliśmy o cnocie wstrzemięźliwości, zwanej też umiarkowaniem.

    Umiarkowanie, jak pamiętacie, jest cnotą dotyczącą przyjemności, zwłaszcza przyjemności związanych ze zmysłem smaku oraz dotyku i polega na podporządkowania ich rozumowi. Przyjemność jest konsekwencją naszej natury, odczuwaną w obecności lub przy posiadaniu jakiegoś dobra. Jest to normalna konsekwencja tego, jakimi stworzył nas Bóg. Jest to w pewnym sensie najniższa z cnót, ponieważ dotyczy jedynie niższych zdolności człowieka, jest jednak jedną z najważniejszych w dziele wychowania, ponieważ jest główną cnotą, przyczyniającą się do złagodzenia niedoskonałości naszego temperamentu.

    Temperament jest wynikiem specyficznej budowy naszego ciała. Niektórzy z nas są bardziej podatni na przyjemności od innych, z tego prostego powodu, że wszyscy różnimy się systemem nerwowym i wrażliwością. Niektórzy ludzie odczuwają rzeczy bardzo szybko i bardzo mocno – inni potrzebują więcej czasu i nie odbierają tak silnych bodźców. Wszystko to jest skutkiem konkretnej budowy naszego ciała, które otrzymujemy od naszych rodziców. Tak więc każdy z nas potrzebować będzie umiarkowania, zwłaszcza jednak ci, którzy posiadają pociąg do przyjemności w większym stopniu.

    Istnieje inna część naszego temperamentu, nad którą nasz rozum oraz łaska muszą panować – jest to to, co święty Tomasz nazywa skłonnością do gniewu – w odróżnieniu od pożądliwości zmysłowej, będącej przedmiotem przyjemności. Dlatego też istnieje inna jeszcze cnota, bardzo podobna do umiarkowania, posiadająca jednak całkowicie inny przedmiot. Umiarkowanie dotyczy obecności dobra – dobra, które daje nam przyjemność. Jest jednak inna cnota, która dotyczy nie obecności dobra, ale raczej jego braku, innymi słowy: obecności zła.

    Tę szczególną cnotę nazywamy cnotą męstwa. Wiąże się ona głównie z dwoma poruszeniami naszej natury, z którymi mamy do czynienia gdy znajdujemy się w obecności zła. Pierwszym jest oczywiście strach – obawiamy się zła, boimy się, że coś złego może nam się przydarzyć, unikamy więc tego i od tego uciekamy, i to często w sytuacjach, gdy powinniśmy raczej atakować. Możemy również obawiać się utarty czegoś co posiadamy, a co ktoś mógłby nam odebrać. Stąd głęboko w naszej naturze zakorzeniona reakcja, by unikać tych niebezpieczeństw i starać się przed nimi obronić, by stawiać opór względem tego, co może wyrządzić nam szkodę. Stąd właśnie wywodzi się uczucie gniewu, nasze ciało buntuje się wobec obecnego zła, byśmy mogli je zwalczyć i podporządkować. Czujemy gniew, ponieważ zdarzyło się coś złego i chcemy to naprawić, tak więc nasza natura zbiera wszystkie siły, by walczyć przeciwko złu, a przynajmniej by je przetrwać.

    Istnieje jeszcze jeden aspekt uczucia gniewu: gniew odczuwamy również w obliczu przeciwności w dążeniu do czegoś dobrego. Podobnie sportowiec czy żołnierz widzą jasno cel, który chcą osiągnąć, czyli zwycięstwo, dostrzegają jednak na swej drodze wiele przeszkód: innych zawodników czy żołnierzy. Przeszkody te przypominają bardzo zło, które musimy pokonać by coś osiągnąć, stąd uczucie gniewu w stosunku do tych przeciwności. Jak często odczuwacie frustrację, gdy nie potraficie mówić w jakimś języku, czy porozumieć się tak, jak byście chcieli, lub też czujecie się ograniczeni przez brak siły lub możliwości! Gniew odczuwamy również wówczas, gdy natura stara się zmobilizować wszystkie siły dla osiągnięcia tego, czego pragniemy.

    Widzimy więc, że dwoma zasadniczymi aktami w obrębie tej cnoty są dążenie do atakowania i do przetrwania. Nasze życie jest nieustanną wojną, mówi Pismo Święte (Jkb 7,1). Istnieje wiele sytuacji, w których musimy bronić siebie samych i dobra, które posiadamy, oraz opierać się złu. Najtrudniejsze jest jednak właśnie znoszenie zła, gdyż często cierpieć to musimy przez długi czas. Wszyscy potrafimy atakować, zwłaszcza gdy znajdujemy się pod wpływem silnych emocji, aspekt agresywny gniewu może jednak trwać bardzo krótko. Jednak znoszenie zła ze stałym i zarazem spokojnym duchem wymaga wiele męstwa. Nawet Grecy przedstawiali bohatera tragedii jako człowieka, który wiedział jak przyjąć śmierć w sposób odważny, a chrześcijanie zawsze traktowali męczenników jako najwspanialsze wzorce męstwa.

    Istnieją dwie główne wady sprzeczne z cnotą męstwa, z którymi musimy zawsze walczyć, by cnotę tę osiągnąć. Pierwszą jest tchórzostwo, wada polegająca na odmowie znoszenia koniecznych trudności, towarzyszących poszukiwaniu dobra, lub w obliczu niebezpieczeństwa śmierci. Historia pełnia jest niestety przykładów tego, jak tchórzostwo stało się powodem zdrady szlachetnej sprawy. „Lękliwy stokroć umiera przed śmiercią – mówi Shakespeare – Mężny kosztuje jej tylko raz jeden” (Juliusz Cezar).

    A jednak męstwo nie jest tym samym co lekkomyślność – nie możemy być obojętni na strach, podobnie jak nie potrafimy ominąć wszystkich niebezpieczeństw, których powinniśmy się wystrzegać. Biec bez namysłu ku niebezpieczeństwu nie jest przejawem cnoty, zwłaszcza w przypadku niebezpieczeństwa, którego nie jest się wstanie przezwyciężyć. Historia pełna jest również przykładów lekkomyślności ludzi, u których rozsądek nie szedł w parze z odwagą. Z tego właśnie powodu król Salomon wypowiedział słowa, których echo znajdujemy u Shakespeare’a: „Najlepszą połową męstwa jest dyskrecja” (Król Henryk IV, cz. 1,5,4).

    Widzimy więc konieczność posiadania tej cnoty, rozumiemy też, jakiej przesady musimy unikać. Istnieje wiele cnót powiązanych z cnotą męstwa, a pierwszą spośród nich jest ta, którą musimy posiadać w naszej szkole, czyli cnota wielkoduszności. Cnota ta skłania nas do wykonywania wielkich dzieł, godnych podziwu – dzieł wielkich i wspaniałych, a więc trudnych do realizacji. Jest więc dokładnym przeciwieństwem miernoty i przeciętności. W pewnym sensie cnota wielkoduszności jest niejako koroną wszystkich innych cnót, gdyż wymaga posiadania szlachetnej i prawdziwie wzniosłej duszy. Jest to cnota bardzo rzadka, gdyż wymaga ona wysokiego stopnia doskonałości w innych cnotach.

    Jest jeszcze jedna cnota do niej podobna – zwana hojnością, skłania nas ona do podejmowania wspaniałych i trudnych przedsięwzięć i nie zniechęcania się ogromem pracy lub wielkimi kosztami z tym związanymi. Różni się ona od wielkoduszności, gdyż dotyczy raczej materialnych aspektów rzeczy, takich jak budowa szpitali, uniwersytetów, kościołów etc., niż cnotliwego życia. Jest ona przeciwieństwem wady skąpstwa i rozrzutności.

    Wiele innych cnót związanych jest z cnotą męstwa, jak na przykład cierpliwość i wyrozumiałość, które pomagają nam ścierpieć obecne zło ze względu na przyszłe dobro. Nie możemy jednak zakończyć tego kazania bez wspomnienia najważniejszej prawdopodobnie dla uczniów cnoty, jaką jest wytrwałość.

    Cnota wytrwałości skłania nas do nie ustawania w praktykowaniu dobra pomimo napotykanych trudności. Pozostanie niewzruszonym i zdecydowanym w praktykowaniu cnoty z dnia na dzień wymaga mężnego ducha, którego daje właśnie ta cnota. Bardzo łatwo jest zrobić coś tylko raz. Każdy może spróbować zrobić co jakiś czas coś nowego. Weźmy na przykład jazdę na rowerze lub grę na fortepianie. Każdy może raz na jakiś czas dotknąć kilku klawiszy fortepianu. Jednak sztuka pięknej gry wymaga wielkiego wysiłku i to nie jednorazowego ale wielokrotnego, niekiedy trwającego wiele lat. Z nauką nie jest jak z pieniędzmi, które można wydać tylko raz – jest to coś wymagającego czasu i ćwiczenia. Zawsze istnieje więc pokusa, by dać sobie z tym spokój i spróbować czegoś innego, co być może bardziej nas w danej chwili interesuje. Jest tak w przypadku wielu ludzi, którzy po kilku lekcjach odkładają instrument na półkę, nie nabywając oczywiście żadnej wprawy, marnując jedynie czas. Widzicie więc sami, że nauka, nauka czegokolwiek, nawet dyscyplin sportowych jak hokej czy jazda na rowerze, wymaga wytrwałości. Wymaga codziennego ćwiczenia i pilności, a to jest trudne.

    Cnota męstwa konieczna jest do wykonywania wszelkich dobrych uczynków. Wielu ludzi rozpoczyna różne przedsięwzięcia, jednak tylko naprawdę silni potrafią wytrwać w czynieniu dobrych uczynków. W naszym życiu duchowym jest tak wiele przeszkód, tak wiele trudności w samym już tylko wykonywaniu obowiązków stanu, że właśnie cnota męstwa odróżnia człowieka z charakterem od osoby, która zmienia się jak pory roku.

    Ponieważ cnota ta jest tak niezbędna, musimy nieustannie pracować nad wzmacnianiem naszej woli, byśmy mieli siłę potrzebną do pokonywania tych przeszkód. Jest to jeszcze jeden powód, dla którego umartwienie jest dla naszego życia duchowego tak owocne – wzmacnia bowiem wolę. Wyrzekając się rzeczy dozwolonych opanowujemy nasze namiętności, wzmacniając rząd woli nad niższymi władzami i skłonnościami. Każdy akt woli przypomina akt rządzenia – im częściej jest wykonywany, tym szybciej osiąga się posłuszeństwo. A skoro już wykształci się nawyk, ciało w naturalny sposób mu ulega, niezależnie od tego, czy jest to nawyk dobry, czy zły. Ważne więc, by wykształcać u siebie dobre nawyki, a w przedsięwzięciu tym najważniejsza jest właśnie cnota męstwa.

    Jest ona tak bardzo konieczna, że Zbawiciel dał nam sakrament w szczególny sposób ją wspomagający i formujący, sakrament bierzmowania. Sakrament ten słusznie nazywany jest niekiedy sakramentem męczenników lub sakramentem świadków. Udziela on zwłaszcza daru siły płynącej z cnoty męstwa, dlatego też święty Tomasz mówi, że chociaż nie jest on mówiąc ściśle konieczny do zbawienia, jednak na dobrą sprawę bez niego nie sposób zbawienie osiągnąć, zwłaszcza biorąc pod uwagę niebezpieczeństwa, jakie czyhają na nas w każdej chwili na tym świecie.

    Szczególnie godnym naśladowania jest tu przykład Najświętszej Maryi Panny, będącej również Matką Bolesną, której siedem boleści Kościół ukazuje nam do rozważania. Jest Ona Matką Boga, jednak trwając u stóp Krzyża zasłużyła sobie również na tytuł naszej Matki. Stała pod Krzyżem swego Syna ucząc nas, jak my powinniśmy dźwigać nasze krzyże. Ewangelia mówi, że stała, czyli trwała tam nie ulegając zniechęceniu czy słabości, trwała mężnie. Choć Jej Jednorodzony i najdroższy Syn został ukrzyżowany na Jej oczach, była w stanie nie tylko znieść to cierpienie, ale nawet ofiarować je w zjednoczeniu z Jego cierpieniami – dla naszego zbawienia.

    Również nasze codzienne trudności, nawet te najbardziej osobiste i intymne, mogą być ofiarowane Bogu w zjednoczeniu z cierpieniami Zbawiciela, za pośrednictwem Jego Najświętszej Matki. Z woli Opatrzności łaska przychodzi do nas jedynie poprzez Krzyż, tak więc zbawienie możemy osiągnąć jedynie poprzez mężne dźwiganie naszych codziennych krzyży. Cudu męstwa dostąpić możemy jedynie naśladując cierpliwość Najświętszej Maryi Panny, będącej wzorem cierpliwości, która nigdy się waha się ofiarować samego siebie. Módlmy się więc w czasie Adwentu zwłaszcza o ową wzniosłą cierpliwość, płynącą z umiłowania Krzyża. Amen.

    ks. John Jenkins

  3. Rekolekcje adwentowe – Tydzień I – Ks. John Jenkins, FSSPX

    Aktualizacja: 2016-12-1 12:42 pm
    Drodzy wierni

    Okres Adwentu jest czasem przygotowania, czterema tygodniami zarezerwowanymi przez Kościół na przygotowanie do wielkich świąt Bożego Narodzenia. Kościół obleka na ten czas swe ołtarze we fiolet, w liturgii zaś pomijane są hymny uwielbienia i dziękczynienia, czyli Gloria oraz Te Deum. Kościół zachęca nas w tym okresie do żarliwszej modlitwy oraz do podejmowania umartwień, ponieważ obie te rzeczy odrywają nas od spraw tego świata i kierują naszą uwagę ku rzeczom duchowym.

    W czasie Adwentu mamy przede wszystkim przygotować się na uroczystość Bożego Narodzenia, na przyjście Zbawiciela i na przyjęcie Jego łaski. To właśnie dzięki tej łasce jesteśmy w stanie prowadzić cnotliwe życie, pomimo pokus świata, ciała i szatana. Praktykowanie cnót jest zarówno owocem łaski, jak i najlepszym przygotowaniem naszych dusz na jej owocne przyjęcie. Czas Adwentu jest więc właśnie okresem, w którym w sposób szczególny mamy praktykować cnoty, i to nie tylko cnotę wstrzemięźliwości. Chrystus Pan jest naszym Zbawicielem, jest dla nas Wzorem doskonałości, pragnie też, byśmy naśladowali Go w niesieniu Krzyża i również osiągnęli doskonałość podobną do Jego: „Jak Ojciec wasz niebieski doskonały jest”. A doskonałość osiągamy przede wszystkim dzięki praktykowaniu cnót.

    Jednak w czasie Adwentu oprócz Chrystusa Pana mamy naśladować również przykład Jego Dziewiczej Matki. To właśnie Ta, która przyniosła na ten świat Chrystusa, jest równocześnie najskuteczniejszą pomocą, dzięki której możemy przygotować się na przyjęcie Zbawiciela do naszych dusz. W okresie Adwentu modlimy się w sposób szczególny do Najświętszej Maryi Panny, ponieważ to Ona przyniosła nam Odkupiciela. Uroczystość Bożego Narodzenia jest w zasadzie hołdem Jej złożonym, a nawet nagrodą za Jej cnoty. Kiedy więc mówimy o cnotach i ich praktykowaniu w czasie Adwentu, największą korzyć odniesiemy naśladując cnoty Matki Bożej.

    Dlatego też podczas niniejszych rekolekcji przyjrzymy się bliżej wszystkim cnotom, a zwłaszcza tym, które praktykowała Najświętsza Maryja Panna. Ponieważ „O Maryi nigdy dosyć” – jak pisze św. Bernard, podczas tych rekolekcji mówić będziemy o głównych cnotach Niepokalanej, czyli o tym, co nazywamy cnotami kardynalnymi. Są to cnoty wstrzemięźliwości, męstwa, sprawiedliwości, roztropności, oraz wiary, nadziei i miłości. Nazywamy je kardynalnymi od łacińskiego słowa „cardines” oznaczającego „zawias” – jak zawias u drzwi. Tak jak drzwi spoczywają na zawiasach, tak też całe życie moralne spoczywa na owych cnotach. A tak jak drzwi otwierają się dzięki zawiasom, tak też praktykowanie cnót kardynalnych otwiera przed nami drogę doskonałości i bramy niebios.

    Przyjrzyjmy się więc w tym czasie owym siedmiu cnotom kardynalnym, koncentrując się zwłaszcza na tym, w jaki sposób praktykowała je Najświętsza Maryja Panna. Naśladując przykład Tej, która przyniosła na świat Zbawiciela, praktykując cnoty najlepiej przygotujemy się do przyjęcia Chrystusa w dzień Bożego Narodzenia.

    Zacznijmy od ostatniej z cnót kardynalnych, będącej niemniej fundamentem naszego życia duchowego – od cnoty wstrzemięźliwości.

    Wstrzemięźliwość jest cnotą, która poskramia nasze skłonności do przyjemności zmysłowych, zwłaszcza tych, które związane są ze zmysłami smaku oraz dotyku. Z pewnością wiecie, że nasze zmysły często dostarczają nam przyjemności, że na przykład ciastka są smaczne, są więc dobrym pokarmem. Dlaczego jednak tak jest? Jest tak dlatego, że Bóg w swej niezmierzonej mądrości związał z naszą naturą pewne przyjemności, jako pomoc w wykonywaniu pewnych aktów, zwłaszcza dotyczących zachowywania i przekazywania życia.

    Przyjemności te są zawsze związane z aktami dobrymi. W ten właśnie sposób Bóg ukształtował naszą naturę, czyniąc przyjemność naturalną konsekwencją wypełnienia celu i osiągnięcia dobra. Największe szczęście i przyjemność daje wizja uszczęśliwiająca, będąca stanem wiekuistej szczęśliwości, nie ma ona końca, ponieważ wiąże się z osiągnięciem naszego celu ostatecznego, posiadaniem nieskończonego dobra.

    Początkowo przyjemność i wola byli sprzymierzeńcami, kierującymi człowieka ku jego ostatecznemu celowi – jednak ów błogosławiony stan harmonii został zniszczony przez grzech pierworodny. Pierwotnie przyjemność była naturalnym zwieńczeniem dobrze wypełnionego zadania, osiągnięcia celu, dobrem w pełni zasłużonym. Jednak w smutnym stanie, w jakim znajdujemy się po grzechu pierworodnym, często mylimy przyjemność z celem, dla jakiego Bóg ją ustanowił – i usiłujemy je od siebie odłączyć. Najczęściej też wolimy samą przyjemność od tego, dla czego Bóg ją ustanowił.: zamiast jeść by żyć, żyjemy aby jeść. Tak więc potrzebujemy specjalnej cnoty, by zaprowadzić w tym właściwy porządek, a cnotą tą jest wstrzemięźliwość.

    Istnieje również naturalna cnota wstrzemięźliwości, porządkująca nasze dążenie do przyjemności wedle zasad rozumu, i o tej cnocie mówią często poganie, zwłaszcza Arystoteles i stoicy. Jednak my, jako chrześcijanie, posiadamy wstrzemięźliwość w znacznie większym stopniu, mówiąc inaczej: nasza wstrzemięźliwość oparta jest nie tylko na zdrowym rozsądku, ale tez na wierze: nie tylko jesteśmy istotami rozumnymi, ale też dzięki łasce Bożej jesteśmy Świątyniami Ducha Świętego.

    Każda z cnót posiada to, co moglibyśmy nazwać jej integralnym elementem. Oznacza to, że do praktykowania każdej cnoty konieczne są pewne warunki, bez których czegoś by jej brakowało. W przypadku wstrzemięźliwości konieczne są dwie główne rzeczy, z których jedna jest niejako dopełnieniem drugiej. Pierwszą jest poczucie godności – czyli świadomość, że jesteśmy stworzeni dla wyższych rzeczy, nie dla przyjemności tego świata, ale dla czegoś większego, czegoś szlachetniejszego. Musimy mieć świadomość, że jesteśmy przeznaczeni do czegoś większego niż zwierzęta, poświęcające cały swój czas na szukanie pożywienia, że stworzeni jesteśmy do tego by poznać prawdę, by dążyć do piękna, by osiągnąć nieskończone dobro. Rozumieli to nawet uczestniczący w Olimpiadach poganie: przyjrzyjcie się wszystkim treningom, jakie przechodzili, wszystkim wysiłkom, specjalnym dietom, jakie na siebie nakładali – wszystko po to, by osiągnąć chwałę zwycięstwa. A przecież my – jako chrześcijanie – wiemy, że jesteśmy przeznaczeni do znacznie większej chwały.

    Drugim wymaganym elementem, będącym niejako uzupełnieniem pierwszego, jest zmysł wstydu. Przyjemności te, doprowadzone do przesady, prowadzą do kompromitacji i hańby. Nie ma nic bardziej haniebnego, niż zostanie ofiarą podłej wady z powodu głupiej i przemijającej przyjemności. Odczuwamy nawet osobiście wstyd, gdy widzimy ludzi pijanych, do którego to stanu podprowadziła ich nikczemna przyjemność, niszcząca ich rozsądek. Usiłujemy nawet ukrywać te przejawy niewstrzemięźliwości przed innymi, ponieważ instynktownie wiemy, że są one poniżej naszej prawdziwej godności.

    Istnieje tak wiele cnót związanych ze wstrzemięźliwością, że niestety nie możemy w tym miejscu omówić ich wszystkich – w istocie nawet cały okres Wielkiego Postu, czterdzieści dni, nie wystarczyłyby na poświęcenie każdej z nich jednego dnia. Możemy jednak powiedzieć o kilku: cnota łagodności jest częścią wstrzemięźliwości, ponieważ ogranicza przyjemność odczuwaną przy okazywaniu gniewu, również cnoty pilności i wyrozumiałości pomagają nam w walce toczonej przeciwko złu. Cnota pokory – podobnie jak skromność – poskramia miłość, jaką żywimy do samych siebie. Istnieje również specjalna cnota, która reguluje czerpanie przyjemności z zabaw – zwana eutrapelia, ponieważ człowiek mądry nie tylko uczy się, ale też wie, jak się bawić.

    Widzimy więc, że dla naszego życia duchowego cnota wstrzemięźliwości posiada znaczenie zupełnie fundamentalne. Jeśli zastanowimy się nad całym spektrum ludzkiej aktywności, dojdziemy do wniosku, że większość czasu poświęcamy na czynności związane z utrzymaniem przy życiu własnego ciała oraz naszych rodzin. Właśnie praktykowanie cnoty wstrzemięźliwości odróżnia nas od zwierząt. Zwierzęta kierują się wyłącznie instynktem, nie znając pojęcia umiaru. Jedzą, kiedy są głodne, piją, gdy są spragnione. Człowiek jednak posiada rozum i przy jego pomocy musi panować nad tymi odruchami. Jednym z powodów, dla których wiele grzechów przeciwko wstrzemięźliwości jest tak upokarzających jest fakt, że w rzeczywistości degradują nas one do poziomu bezrozumnych zwierząt.

    Jak jednak mamy naśladować Najświętszą Maryję Pannę w praktykowaniu cnoty wstrzemięźliwości?

    Jak widzieliśmy, praktykowanie cnoty wstrzemięźliwości jest konieczne przede wszystkim ze względu na skutki grzechu pierworodnego. Wskutek grzechu pierworodnego nasze zmysły poszukują przyjemności nie związanej z naszym osobistym dobrem. Cnota wstrzemięźliwości musi przywrócić ład w tej dziedzinie poprzez umartwienia, które stopniowo poddają zmysły pod władzę rozumu.

    Jednak u Matki Bożej takie nieuporządkowanie nie miało nigdy miejsca. Jest Ona Niepokalanym Poczęciem, i – ponieważ nie została nigdy dotknięta przez grzech pierworodny – owe nieuporządkowania czy też pożądliwości Jej nie dotyczą. Jak więc mamy Ją naśladować w praktykowaniu tej cnoty?

    Ponieważ cnota wstrzemięźliwości dotyczy głównie naszego zachowania przy stole, powinniśmy przyjrzeć się podobnym sytuacjom w życiu Matki Bożej. I rzeczywiście, czytamy o takim wydarzeniu – o weselu w Kanie Galilejskiej. Wstrzemięźliwość Najświętszej Maryi Panny wyrażała się wówczas nie tyle w jej czynach, co raczej w intencjach, jakie czynami tymi kierowały. Dostrzegała nie tyle potrzeby własne, co potrzeby innych: „Nie mają już wina”. Nie słyszymy nic o Jej umartwieniach czy postach, nieodmiennie jednak widzimy Jej troskę o potrzeby bliźnich.

    Jest to więc być może najlepszy sposób na praktykowanie cnoty wstrzemięźliwości i umartwienia. Trzeba zwracać uwagę nie tyle na ilość i jakość, co na potrzeby innych. Im mniej myśli się o sobie samym w kwestiach dotyczących jedzenia, picia i przyjemności, tym bardziej cnota wstrzemięźliwości wydaje się być łatwiejsza w praktykowaniu. Jak zobaczymy, cnota wstrzemięźliwości powinna być ukierunkowana na miłość, dlatego praktykowanie jej, zwłaszcza podczas posiłków, jest równocześnie bardzo łatwe i bardzo uświęcające. Znajdując się przy stole, nie powinno się jako pierwszy sięgać po wszystko, ale starać się podawać wszystko co potrzebne współbiesiadnikom. Powinniśmy myśleć nie tyle o zaspokojeniu własnego głodu, co o tym, by sprawić przyjemność i zadowolić innych.

    Najskuteczniejszym sposobem umartwienia i ograniczania tej pożądliwości jest połączenie postu z wykonywaniem uczynków miłosierdzia. Gdy siadacie do posiłku, najpierw módlcie się, jako że wówczas myśli wasze skierowane będą ku rzeczom wyższym, a nie tylko ku jedzeniu, jak to jest w przypadku zwierząt. Następnie, starajcie się usługiwać innym. Podawajcie wszystkim to, czego potrzebują, a sami bierzcie potrawy na ostatku. Jeśli wypadnie wam być obsługiwanymi, bierzcie mniejsze i mniej smakowite kawałki mięsa, pozostawiając lepsze dla przyjaciół. Często przesadzamy w tym, co uważamy za dobre – stąd lepiej jest myśleć o potrzebach innych, niż o swym własnym głodzie. Wszystkie te praktyki są częścią tego, co moglibyśmy nazwać chrześcijańską etykietą, będącą w istocie niczym więcej, jak tylko praktykowaniem cnót wstrzemięźliwości i miłości bliźniego.

    Starając się nie sięgać jako pierwszy po potrawy, ale raczej podawać je innym, praktykować możemy wstrzemięźliwość Najświętszej Maryi Panny, która nie dbała o własne potrzeby, ale o potrzeby bliźnich.

    Podobnie nie powinniśmy nigdy uskarżać się na jakość posiłków, jakie spożywamy. Zachowanie takie jest szczególnie jaskrawym przejawem braku szacunku wobec osób, które je dla nas przygotowały. Powinniśmy zawsze okazywać wdzięczność, niezależnie od tego, co przed nami położą, niezależnie od tego, czy nam to smakuje, czy też nie. Nawet jeśli smak danej potrawy nam nie odpowiada, często osoba przygotowująca ją włożyła w nią naprawdę całe serce – i powinniśmy okazać jej wdzięczność choćby za to, że starała się jak najlepiej. Osoba odznaczająca się wybitną cnotą nigdy nie wygłasza komentarzy za wyjątkiem takich, które mogą posłużyć zbudowaniu i pobudzeniu do dobra słuchaczy.

    Być może najdoskonalszym i zarazem najpiękniejszym sposobem na naśladowanie wstrzemięźliwości Matki Bożej jest naśladowanie Jej czystości. Cnota wstrzemięźliwości odnosi się również do przyjemności związanych z zachowaniem całego gatunku, całego rodzaju ludzkiego. Cnota czystości jest więc naturalnym sprzymierzeńcem cnoty wstrzemięźliwości, gdyż utrzymuje nasze ciała w harmonii z rozumem i czyni je godnymi, by były świątynią Ducha Świętego.

    Najświętsza Maryja Panna praktykowała czystość w stopniu doskonałym – to właśnie dzięki niej zasłużyła na przywilej, by zostać Matką Boga. Również w naszym przypadku, gdy zachowujemy czystość, nasz umysł jest uwznioślony, nasze dusze w pełni panują nad ciałami, a Bóg obdarza nas szczególnymi łaskami zarezerwowanymi dla tych, którzy naśladują w tej cnocie Jego Matkę. Kluczem do nabycia tej cnoty jest podobnie jak w przypadku Niepokalanej – praktykowanie pokory.

    Pokora oznacza, że prawdziwie znamy samych siebie, zarówno nasze słabości jak i mocne strony. Świadomość ta pomaga nam unikać okazji do grzechu oraz postępować w cnocie. Nade wszystko zaś, pokora polega na gruntownym poznaniu kim jest Wszechmocny Bóg, który obiecuje nam pomoc swej łaski, jeśli tylko o nią poprosimy i o ile pokładamy ufność w jej mocy.

    Dlatego, drodzy wierni, rozpocznijmy ten czas Adwentu, czas pokuty i przygotowania, od praktykowania cnoty stanowiącej niejako chleb powszedni życia duchowego. Dobrowolne umartwienie, poprzez które wyrzekamy się drobnych, dozwolonych przyjemności, jest najlepszym przygotowaniem i najskuteczniejszym środkiem do zachowania nas od ulegania niedozwolonym i nieuporządkowanym przyjemnościom tego świata. Kto kocha niebezpieczeństwo, ten w nim zginie – mówi Pismo Święte, poucza jednak również, że kto wierny jest w małych rzeczach, wierny pozostanie również w większych. Prośmy więc Matkę Bożą o pomoc w praktykowaniu cnoty wstrzemięźliwości, byśmy wspomagani Jej Niepokalanym wstawiennictwem mogli z ufnością oczekiwać dnia przyjścia Zbawiciela, który żyje i króluje na wieki wieków. Amen.

    Ks. John Jenkins

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s